rewolucja. Poetohronika

26 luty. Pijany, zmieszany z policją,
żołnierze strzelali do ludzi.
27-е.
Rozlany brokatem i ostrzami
świt.
Rdel szkarłatny i długi.
W wilgotnych barakach
ciężki: Silny
trzeźwy
modlący się pułk wołyński.
Okrutny
przysięgał na boga żołnierza
firm,
uderzanie głową o podłogę z wielu stron.
Krew została rozpalona, żyję w moich świątyniach.
Ręce w żelazie były zaciśnięte złośliwie.
Pierwszy,
zamówiony -
“Strzelaj na głód!” -
zakneblowany krzyczący usta z kulą.
Ktoś - “uwaga!”
Nie skończyłem.
Powstanie przeciw władzy.
Burza wybuchła z ust.
9 godzin.
W swoim stałym miejscu
w Wojskowej Szkole Samochodowej
stać,
wciśnięty w baraki przy ogrodzeniu.
Wstaje świt,
kłują wątpliwości,
przerażający strach i zachwyt.
okno!
Widzę -
stamtąd,
gdzie niebo jest ścięte
pałace postrzępiona linia,
zdjął,
wyciągnął się orzeł autokraty,
czarniejszy, niż wcześniej,
zły,
Orzeł.
Od razu -
ludzie,
koń,
światła,
dom
i moje koszary
tłumy
sto
wybiegł na ulicę.
Łamanie krokami, pierścienie chodnikowe.
Uszy są miażdżone przez niesamowity bieżnik.
A teraz nie wiadomo,
od śpiewającego tłumu eh,
od rozdzierania miedzi lub rur strażników
cudowny,
świecąc przez kurz,
obraz się podniósł.
Pali się.
Pozdrawiam.
Szersze i szersze okrążenie skrzydła.
Więcej potrzebnego chleba,
spragnionych wód,
tutaj jest:
“obywateli, dla broni!
Do broni, obywatele!”
Na skrzydłach flag
stugłowa lawa
wzniósł się z gardła miasta.
Bagnety wgryzły się w dwugłowego
orzeł cesarski czarne ciało.
obywateli!
Millenialsi kruszą się dziś wieczorem “Przed”,
Dzisiaj światy są zmieniane na podstawie.
dzisiaj
do ostatniego guzika w ubraniu
przerobimy życie ponownie.
obywateli!
To pierwszy dzień działającej powodzi.
Daj spokój
na ratunek zdezorientowanemu światu!
Niech tłumy walą nogami w niebo!
Niech floty wpadają w furię jak syreny!
W górę dwugłowy!
Śpiew pieni.
Odurza tłum.
Kwadraty plusk.
Na malutkim brodzie
biegniemy,
wyprzedzanie pościgów pocisków.
Eksplozja dźwięków torujemy sobie drogę w mieście.
W mgle.
Ulice, którymi dymi rzeka.
Jak tuzin załadowanych barek podczas burzy,
nad barykadami
pływa, grzmiący, marsylia marsz.
Kula ognia pierwszego dnia
zwalił kopułę Dumy.
Nowy poranek nowy dreszcz
nowe wątpliwości spotykamy w delirium.
Co się stanie?
Czy wyrwiemy je z okien,
lub na podłodze
czekać,
więc znowu
Rosja
groby
wyrzucony przez monarchę?!
Jestem stłumiony ostrym strzałem.
dalej,
w płaszczu, Oryt.
Rozrzucone domy w trzasku karabinu maszynowego,
miasto dudni.
Miasto płonie.
Języki wszędzie.
Powstanie i upadnie.
Wznieś się ponownie, iskry rozpraszają się.
To są ulice,
wziął czerwoną flagę,
Wezwanie blasku, który nazywają Rosją.
więcej!
o, więcej!
o, ucz jaśniej, głośnik mówiący na czerwono!
Zaciśnij słońce
i księżyce promienie
mściwymi palcami tysiącrękiego Marata!
Śmierć dwugłowym!
Do ciężkiej pracy przy drzwiach
przerwa,
zardzewiałe pazury.
Kępki piór czarnego orła
policjanci w podszewce padają.
Do wynajęcia stolicy płonący szkielet.
Poszukiwania rozprzestrzeniły się po strychach.
Minut blisko.
Do Mostu Troickiego
wchodzą tłumy żołnierzy.
Skrzypienie wstrząsa fundamentami i aparatami ortodontycznymi.
Nękany.
Walczymy.
druga! -
i w lakierze
zachód słońca
z fortów Twierdzy Piotra i Pawła
flaga poleciała w ogniu rewolucji.
Śmierć dwugłowym!
Sheischi rozdziałów
ciąć!
Aby nie ożyła ponownie.
Вот он!
Falls!
W ostatnim zza rogu! - chwyciła.
“Bóg,
weź cztery tysiące na swoje łono!”
ładny!
Radość trąbki wszystkimi głosami!
Nas
do Boga
jaki biznes?
sami
odpoczniemy z naszymi świętymi.
Dlaczego nie śpiewasz?
lub
dusze uduszone przez całun syberyjski?
Wygraliśmy!
Chwała nam!
Sla-a-av-v-va nas!
Dopóki ramiona nie zostały rozluźnione,
inna wola jest nakazana.
Przynosimy na ziemię nowe tabletki
z naszego szarego Synaju.
Nas,
Do mieszkańców Ziemi,
każdy wieśniak jest tubylcem.
wszystko
przez obrabiarki,
przez urzędy,
w kopalni bracia.
Мы все
na ziemi
żołnierze jednego,
życie twórczego rati.
Biegi planet,
moce są
z zastrzeżeniem naszej woli.
Nasza Ziemia.
Powietrze jest nasze.
Nasze gwiazdy to kopalnie diamentów.
A my nigdy,
nigdy!
ktoś,
nikomu nie pozwolę!
rozerwij naszą ziemię rdzeniami,
rozerwij nasze powietrze ostrymi włóczniami.
Której złośliwość przełamała ziemię na dwoje?
Kto podniósł opary nad blaskiem rzeźni?
Albo słońce
jeden
nie wystarczy dla wszystkich?!
Albo niebo nad nami jest trochę niebieskie?!
Ostatnie armaty huczą w krwawych sporach,
ostatni bagnet jest przecinany przez fabryki.
Sprawimy, że wszyscy posypiemy prochem.
Rozdamy dzieciom kulki granatu.
To nie tchórzostwo krzyczy pod szarym płaszczem,
nie krzyki tych, kto nie ma nic do jedzenia;
to ogromny, grzmiący ludzie:
- Wierzę
wielkość ludzkiego serca! -
Jest ponad bitym kurzem,
ponad wszystko, kto walczył, zakochany, dręczący,
Dziś
bezprecedensowe spełnienie
socjaliści wielka herezja!

Oceniać:
( 1 oszacowanie, średni 5 od 5 )
Поделитесь с друзьями:
Vladimir Mayakovsky
Dodaj komentarz